środa, 11 listopada 2015

Dzień niepodległości

Z okazji Dnia Niepodległości Polski nasz kochany Matinatron napisał wiersz, przy którym siedział dość długo, aby go dopracować.
Wiersz mówi sam za siebie!

Dzień niepodległości


Sto dwadzieścia trzy lata niewoli
Orzeł jest skuty łańcuchami niedoli
Jego oprawcy stoją nad nim
Ból orła przyjemność sprawia im
Ze wschodniej strony olbrzym o glinianych nogach
Z zachodniej strony  czarny orzeł o ostrych szponach
Z południa kolejny orzeł, Habsburg na imię miał
Na Białego Orła porządnie nasrał
Razem z olbrzymem Romanem i orłem Hohenzollerem skuł go
We trójkę sprowadzili na dno
Ptak skuty jednak walczył odważnie
Zaborcy tłumili jego ducha niezbyt skutecznie
Kary na niego naciskali 
Duch walki się jednak nie wali
Jedynie zapada w sen
By później przebudzić się w odpowiedni czas ten
Wrogowie obrócili się przeciwko sobie
Więc nie mogli już skupić uwagi na tobie
Orzełku, wstań
Z popiołu powstań
Zasiądź na tronie
Utrzymaj krzyż na koronie
Bo nadchodzi dzień niepodległości
Dzień twojej ponownej wolności

niedziela, 8 listopada 2015

Rycerz Artorias

Witam wszystkich, tu Matinatron. Chciałbym z wami podzielić się moim pierwszym opowiadaniem. Ono głównie miało na celu sprawdzić moje umiejętności pisarskie, dlatego po przeczytaniu jestem otwarty na pozytywne i negatywne opinie. Napiszcie co jest dobrze, a czego mam unikać. To wszystko. 
Niniejsze opowiadanie jest poświęcone postaci Rycerza Artoriasa, bossa z gry Dark Souls zanim został skażony ciemnością. Zapraszam do czytania i komentowania!


Rycerz Artorias

         Wkrótce zostanę pochłonięty przez nich, przez ciemność. Nic mnie już nie uratuje, nawet sam Gwyn i jego blask Słońca. Zostało mi niewiele czasu. Ale zacznę od początku. Jestem Artorias i należę, wróć należałem do czwórki elitarnych rycerzy powołanych przez Lorda Gwyna, jednego z trzech lordów, którzy pojawili wraz z Pierwszym Płomieniem. Najpierw był Nito,Pierwszy Umarły, potem Wiedźma Izalith i jej córy,i na końcu mój pan Gwyn, lord Blasku Słonecznego. To właśnie on dzięki Duszy Lorda rozpoczął erę światła w królestwie Lordran... Ale wróćmy do powołanych przez nich rycerzy. W skład tej czwórki wchodzili: Ornstein - zabójca smoków, Gough - sokolooki, Kiran - asasyn oraz ja, Artorias, oddany swojemu panu do końca świata! Naszym zadaniem była ochrona krainy Lordran przed wszelkim niebezpieczeństwem, zarówno wewnętrznym jak i zewnętrznym. Nie dane było mi długo czekać. Mój chrzest bojowy miał miejsce podczas upadku Nowego Londo. Czterej królowie oddali się złu chcąc posiąść zakazaną wiedzę, jaką była sztuka wysysania człowieczeństwa z żywych istot. W ten sposób Nowe Londo stało się siedzibą Mrocznych Upiorów, które były zagrożeniem dla każdej istoty mającej duszę. I dlatego poświęcono je zatapiając całe miasto. Wiedziałem, że to nie był koniec. Dlatego zawarłem pakt z mieszkańcami Otchłani, otrzymując pierścień, pozwalający kroczyć swobodnie po Pustce. Dzięki temu mogłem zmierzyć się ze sługami zła z Czterema Królami Nowego Londo na czele. Udało mi się. Władców miasta zatrzymałem, za co zostałem sowicie wynagrodzony, jednocześnie nadając mi tytuł Kroczącego w Nicości... Ale za zawarcie przymierza musiałem zapłacić pewną cenę. Mój miecz zostaje zaklęty przez Otchłań. Nie zdążyłem poznać właściwości tej klątwy, ponieważ krainę Oocile zaczęło rozprzestrzeniać się zepsucie ciemności. Ja i mój wilczy przyjaciel, Sif wyruszyliśmy tam aby położyć kres ekspansji Otchłani. Sif obok Gough'a jest moim najlepszym przyjacielem i najwierniejszym towarzyszem. Pomimo braku umiejętności posługiwania się ludzkim językiem wilk porozumiewał się ze mną w prosty, zrozumiały sposób. Za pomocą magii. A dokładniej telepatii. Rozumieliśmy się doskonale. Sif jest dla mnie jak brat, jest mi bliski. W pełni oddałbym za niego życie, równie wiernego towarzysza nie spotkałem nigdy. Moje serce zawsze się radowało kiedy radośnie wył do Pełni Księżyca. Pomimo różnic mieliśmy ze sobą wiele wspólnego. Nie pozwolę nikomu go skrzywdzić, nawet jeśli bym musiał za to zapłacić. Ugh... taaak... boli, ygyh. Nie ma czasu na nostalgię, ból staje się coraz silniejszy. Jak wspomniałem, Nicość pożerała Oocile z minuty na minutę, a to wszystko przez  pokusy dziwnego węża oraz głupotę samych mieszkańców, którzy rozgniewali starożytną bestię, z której zrodziła się Otchłań. Pierwotny człowiek, Manus, zwany Ojcem Otchłani. Kiedyś był człowiekiem, ale w tajemniczych okolicznościach zmienił się w potwora. Również przyczyną inwazji mroku było ponowne wygaśnięcie Pierwszego Płomienia. Nie wiem co chcieli przez to osiągnąć. Jedynie co zdobyli, to przebudzenie żądnej dusz bestii z piekła rodem. Rozwścieczony Manus zaczął poszerzać swoje królestwo o kolejne krainy... Pierwszą z nich była kraina Oocile i jej księżniczka. Miała na imię Dusk. Ona była najwyższym priorytetem. Weszliśmy do paszczy lwa. Gdyby nie wszechobecna ciemność, rzekłbym, że to piękna i nieco tajemnicza kraina. Nie tylko to psuło krajobraz tego miejsca. To co zobaczyłem razem z Sifem, doszczętnie nas przeraziło. Światło ledwo tu docierało, wszędzie leżała spuścizna Otchłani, a najgorsze, ta kraina była już wymarła. Jej mieszkańcy zmienili się w przerażające bestie. Inne wyglądały jak cieniste stwory z kulistymi, wielookimi głowami z w sztywnymi, wysuniętymi barkami niczym wyprostowane i równe gałęzie oraz opadające w dół coś, co można było nazwać dłońmi, ale przypominają bardzo krótkie gałązki. Oprócz tego były jeszcze inne maszkary. Same budowle niegdyś piękne i interesujące, teraz są istnymi rujnami, a pomniejsze budowle zostały obrócone w perzynę przez pomioty ciemności. Mój wilczy przyjaciel na ich widok wpadł we wściekłość. Najpierw zawarczał a potem zawył. Jego wycie zdradzało ból i żałobę, ale też nienawiść i wściekłość. Zauważyły nas. Szykowały się do ataku. Mój druh przywołał swój bogato zdobiony miecz, a następnie, zaciskając na rękojeści swoje ostre kły, rzucił się na te pokraki. Nie czekałem, od razu pobiegłem za nim. Rozumiałem go. Sam również byłem tym widokiem zszokowany i podobnie jak on, chciałem aby sprawcy tego potwornego zła zostali ukarani przez karzącą rękę sprawiedliwości... (W tym momencie pismo jest strasznie nieczytelne. Można dojść do wniosku, że Artorias doznał kolejnego ataku bólu dodatkowo tracąc nad sobą kontrolę. Odzyskał ją, ale tylko na chwilę i po raz ostatni). Odzyskałem świadomość, ale nie wiem na jak długo. Wnętrze otchłani wychodziła poza wyobrażenia śmiertelnika. Wszechobecna Nicość, przerażające dźwięki otoczenia i „fauny”. Wszędzie widziałem mieszkańców Otchłani, którzy nas nieustannie atakowali. Na ognisty miecz Lorda Gwyna, wśród nich były dusze mieszkańców Oocile. Słyszałem jęki i krzyki tych wszystkich nieszczęśników. Płacz dzieci, krzyki kobiet, wrzaski mężczyzn. Lordowie miejcie nas w swej opiece. Ich agonia była tak wielka, że odczuwałem to cierpienie. A może to ja zacząłem tracić zmysły? Odwrotu nie było. (Tutaj jest długa przerwa. Kolejna część jest dopiero kilka linijek niżej zaczynając się akapitem).





          Przegrałem. Otchłań jest dla mnie zbyt potężna. Moja lewa ręka była zmiażdżona. Czułem jak pożera me ciało i duszę od środka. Czułem ból, jakby trawił mnie najczystszy ogień. To był pasożyt, którego już nie mogłem się pozbyć. Moja dusza została przeklęta, tak jak mój miecz. Ostatnią rzeczą jaką mogłem zrobić, to ocalić Sifa. Nie chciałem aby podzielił mojego losu. Dlatego zostawił pod nim tarczę tworząc pieczęć, której świetlisty blask ocali go przed ziejącym mrokiem Otchłani. Jej magia jest w stanie zatrzymać nawet Manusa, czy mnie. (Tutaj jest coś w rodzaju rysunku przedstawiający wilka z jego orężem uwięzionymi wewnątrz kręgu). Dlatego piszę ten list z nadzieją, że ktoś go odnajdzie i przeczyta. Jeśli to czytasz, nie podążaj za mną. Każdy kto mi wejdzie w drogę, zginie śmiercią bolesną. Ale niezależnie od twoich intencji, proszę Ciebie i innych o jedną rzecz. ROZPRZESTRZENIANIE SIĘ OTCHŁANI, MUSI ZOSTAĆ ZATRZYMANE. Mój wilczy przyjacielu Sifie, księżniczko Dusk, Lordzie Gwynie i wszyscy inni. Zawiodłem was, poprzysiągłem was chronić i walczyć w waszym imieniu, a nie dałem rady. Nie mogłem pomóc, nie mogłem nic zrobić. Teraz będę na całą wieczność niewolnikiem Mroku. Proszę, wybaczcie mi... (W rogach kartki były dostrzegalne ledwo widoczne plamy. Były to łzy rycerza.)


 Rycerz Artorias



         Wybraniec stał nad ciałem Artoriasa. Po przeczytaniu jego listu, był zdruzgotany na wieść, że tak szlachetny wojownik jak Artorias uległ straszliwemu złu, stając się jego sługą. Czuł również wyrzuty sumienia, ponieważ zabił niegdyś praworządnego rycerza. Ale z drugiej strony ulgę. Był świadomy, że bezpośrednio przyczynił się do uwolnienia jego duszy od szponów Pustki, dając mu wieczny odpoczynek. Rozejrzał się. Znajdował się w centrum olbrzymie wieży o podstawie koła. Była oświetlona dzięki dużym, łukowatym okiennicom, które były około 75% budowli. Schował go a następnie powiedział te słowa:
- Odpoczywaj w pokoju Artoriasie. Zasługujesz na to. Starałeś się nas ochronić. Jednak każda historia musi się kiedyś skończyć. Pomszczę cię i uratuję Sifa. - Spojrzał na przejście przed nim i zdeterminowaną miną i strachem w sercu. - Manusie, idę po ciebie. Czas zapłaty właśnie nadszedł...

Przywitanie i ogólne informacje.

Witam, witam!
Bloga prowadzimy wspólnie: Taiga i Matinatron. Nazwa chyba jest oczywista, połączenie naszych dwóch nicków. Będziemy pisać wspólne RP tutaj, oraz jakieś oneshoty, czy coś w ten deseń.
Także mamy nadzieję, że komuś spodoba się blog.