środa, 24 kwietnia 2019

Kapsuła czasu #1 - Warcraft 2 Tides of Darkness





Witam wszystkich, z tej strony Matinatron. Wybaczcie za tak długi czas nieaktywności, ale brak chęci i czasu robią też swoje. Ale dość o mnie, wpadłem na pomysł by prócz zwykłych recenzji gier  i filmów, zrobić osobną serię. Kapsuła czasu będzie poświęcona światowi retro. Zainteresowanych zapraszam do przeczytania moich odczuć obcowania ze starociami. Enjoy :)

                                        


                            Blizzard, Blizzard. Stary dobry Blizzard. Zamieć, którą wywołała w dorastającym świecie gamingu, szaleje po dziś dzień. Wtedy rozkręcała się w najlepsze. Pierwszy Warcraft okazał się hitem, co zmotywowało twórców do rozpoczęcia prac nad drugą częścią gry, która zyskała renomę zanim powstało Diablo.

                        Przechodząc do meritum, Warcraft 2 Tides of Darkness wyprodukowała i wydała firma Blizzard Entertaiment, polskim dystrybutorem jest CDP, na którego platformie GOG, są dostępne obie części Warcrafta oraz Diablo I od niedawna. Tytuł miał premierę na świecie 14 marca 1995, w Polsce 15 czerwca tego samego roku.

                     Grę można przypisać do gatunku rts-ów, które w latach 90 miał spory wpływ na branżę gier oraz umysły graczy. Nic dodać nic ująć, no może oprócz tego, iż stanowi rozwinięcie swej starszej siostry.

                     Do fabuły wprowadza nas duet klimatycznej muzyki i hipnotycznego głosu narratora, otwierając drugą część wątku o wojnie między ludźmi a orkami. Królestwo Stormwind upadło pod toporami orków. Mija sześć lat a okręty Hordy przekraczają Wielkie Morze, rozprzestrzeniając swoją ekspansję na inne królestwa, w których schronili się ocaleli z pogromu. Była to zapowiedź jeszcze większego konfliktu.

                  Tak jak w poprzedniej części mamy do wyboru ludzi lub orków z domieszką elfów i krasnoludów oraz gryfów po jednej stronie, a po drugiej trolli, ogrów i smoków. Co za tym idzie, są dwie kampanie składające się z kilkunastu misji do wykonania, z jasno wyznaczonymi celami i zarysowanym tłem fabularnym oraz planami przełożonych wobec wroga.

               Misje obu stron można podzielić na dwa typy. Typowe dla strategii, budowa i rozwój bazy oraz masowa produkcja jednostek, oraz zadania polegające na dowodzenie narzuconą przez developerów grupką żołdaków, która wraz z postępem będzie uzupełniania o nowych członków.

              Do pierwszej szufladki rozgrywki, dodano pewną nowość. Od późniejszych etapów, gra przenosi nas na morski teatr działań, w którym głównym władcą jest woda, a ląd reprezentuje archipelag, na którym jest gracz, wróg oraz surowce w przypadku całkowitego wyeksploatowania wyspy, na której jesteśmy

            Muszę przyznać, że powiew bryzy stanowi bardzo fajną zmianę w sposobie grania. Już nie wystarczy produkować jednostek. Zwłaszcza, iż mówimy o jednostkach stricte lądowych, do tego dochodzi nowy surowiec - ropa. Jej złoża to wielka czarna plama na powierzchni wody, którą może zająć przeciwnik, jeśli tego nie zrobimy pierwsi. Ale żeby w ogóle pomyśleć o nawet oswojeniu się podłożem, które zamiast utrzymywać, pochłania na dno w zależności od ciężaru ciała, należy zbudować port a potem okręty, poczynając od tankowców, bo reszta wymaga ropy.

          Notabene trudniej jest obronić platformy wiertnicze, ponieważ wymaga obecności okrętów wojennych. Nie ma żadnych stacjonarnych budowli ochronnych jak w przypadku wież strzelniczych a statki są podzielone na zwykłe okręty bojowe oraz łodzie podwodne, które nie jest łatwo wykryć, przez to mogą wyrządzić poważne szkody jeśli nie wie się jak z nimi walczyć.

        Na bazy wroga z racji wodnej granicy rozdzielającej wyspy, należy dokonać desantu. W teorii nie brzmi to jak skomplikowany plan. W praktyce brzegi mogą być dobrze chroniony albo przez jednostki albo sieć fortyfikacji, które należy zniszczyć. Bez jednostek latających, trzeba się trochę pokombinować, co jest dobre. Nawet bardzo dobre.

      Choć motyw bitew i desantu morskiego jest mocnym atutem Warcraft 2, to niestety orkowie i ludzie nie różnią się od siebie tak bardzo jakbym chciał. W 1995 nie był to może problem, ale dziś jest 2019. Pod tym względem nie zestarzała się dobrze, choć gameplay mnie wciągnął i bawiłem się dobrze, wcielając się w dowódcę i niszcząc wrogie umocnienia. Jednostki i budynki statystyczne i mechanicznie, są jak lustrzane odbicia, jedynie jednostki magiczne wyróżniają się i wydają się być względem siebie odmienne.

     Nie ma też limitu jednostek, czego skutkiem jest nieco spłycenie aspektu taktyki. Ponieważ komputerowego lub żywego oponenta można po prostu zalać własnymi jednostkami lub zrekrutować najlepsze jednostki bez jakichkolwiek ograniczeń, z wyjątkiem surowców. Przez to nie miałem z grą jakiś większych problemów.

    Dźwięki w grach wykonane są poprawnie. Przyjemnie się słucha, dość wiernie odwzorowywały siekiery, odgłosy walki na tyle, ile pozwalała ówczesna technologia. Muzyka brzmi jeszcze lepiej. Każda z ras ma własny album ścieżek dźwiękowych, mające własne motywy muzyczne, dobrze wkomponowane w klimat fantasy i scenariusza wojennego.

  Graficznie widać, że gra należy do ubiegłowiecznego pokolenia ale mimo to nadal wygląda przyzwoicie. Różnorodna, kolorowa sceneria i pewne detale, jak śnieg na budynkach, wzbogacają szatę graficzną. Projekt budynków i jednostek jest przyzwoity, wykonany z finezją, oddając ducha każdej z frakcji.

  O fabule trudno tu mówić. Nie jest błyskotliwa, no bo nie ma nic w zanadrzu zaskakującego a cały cel i sens historii już został zapoczątkowany we wprowadzeniu. Jedynie stanowi to nakładkę motywacyjną dla gracza, pewne wprowadzenie dla właściwej rozgrywki. Trzeba jednak pamiętać, iż fabuła nigdy nie była mocną stroną gier Blizzarda. Tę rolę pełni natomiast lore, które w przypadku Warcrafta, jest jednym z najlepszych w historii gier komputerowych.

  Zbierając wszystko do kupy, Warcraft 2 Tides of Darkness mimo pewnej wtórności a zróżnicowanie ma dziury jak ser szwajcarski, jest grywalnym tytułem. Wciągająca przygoda dla pojedynczego gracza, a dla chętnych jest jeszcze tryb multiplayer. Pomijam dodatek, którego nie miałem okazji ograć, ale po zakupie na Gogu, mam zamiar to nadrobić i możliwe, iż zrobię osobną recenzję Beyond the dark portal.