sobota, 20 lutego 2016

Ballada o Klaczy z Księżyca

Dobry wieczór jeszcze raz! Z tej strony Matinatron! A oto przed państwem nowy wiersz o tytule "Ballada o Klaczy z Księżyca". O czym jest? O jednej z moich ulubionych postaci z pewnej bajki. Z jakiej? Rozgryźcie to! Zapraszam do czytania i komentowania!!

Ballada o Klaczy z Księżyca


Kiedyś była siostrze równa
Razem z siostrą moją
Ale okazałam się durna
Prawdą, Celestia jest ich księżniczką drogą
Byłam w jej cieniu
Mówili w jej imieniu
Odczuwałam smutek
Także zazdrość
Powiedziałam dość
Czułam w sobie złość
Słońce dzisiaj nie wstało
Księżyca piękno górowało
Głupia siostra chciała bym ustąpiła
Moja duma odmówiła
Tak samo ja
Me wnętrze otoczył mrok
Obudził się we mnie zły smok
Byłam już ukończona
Rola rozpoczęta
Chciałam władzy
Wiecie o tym moi drodzy
Użyła harmonii mocy
I wygnała mnie na symbol nocy
Millenium minęło
Jej światło zniknęło
Ukazałam się mym poddanym
Było im doświadczyć dane kąpać się w blasku mym
Woleli Słońce
Nie obchodziło mnie to
Lecz spodziewałam się tego
Jedna z nich znała imię me
Oczywiście nie zamiary te
Wystrzelili na mnie światła strażnicy
Nie robiło mi to różnicy
Ugięli się szybko
Jako dym zwiałam prędko
Ruszył pościg
Szóstka to nośnik
Poddałam ją próbie
Przeszła w skrócie
Dotarła do zamku naszego
Bardzo dawnego
Tam spotkałam jedną szóstą
Wyzwała mnie na pojedynek
Krótko wykorzystałam wypoczynek
Na nią szarża ruszyła
Aczkolwiek ostrożnie kroczyła
Zniknęła nagle
Oszukała mnie podle
Odwróciłam się
Harmonie ona przywrócić śmie
Pojawiłam się obok niej
Kopytami stłukłam sfery
Zdeptałam morale jej
Przybyły członki reszty
Zrobiły coś, czego się nie spodziewałam
Obudziły magię
Powstrzymać nie mogłam
Harmonii ramię
Dosięgnęła mnie
Czuła jak mnie tnie
Przecina duszą mą
Upadłam hańbiąco
Wszyscy wspomnieli mnie drwiąco
Byłam już tylko niegroźnym wspomnieniem.

Trafiła kosa na kamień.

Witam ponownie! To ja, Matinatron! A przed wami nowy wiersz o tytule "Trafiła kosa na kamień". Myślę, że nie trzeba mówić nic o wierszy. Tytuł mówi sam za siebie. Zapraszam do czytania i komentowania!!


Trafiła kosa na kamień.



Za siedmioma polami, za siedmioma łąkami
Była sobie przerażająca kosa
Jak brzytwa ostra
Latała koło nosa
Długi kij miała
Głowicę ostrą posiadała
Rączkę u boku
Wyciosana z drewna
Przymocowana do trzonu
Ze swojej kryjówki wychodzi
Do źdźbeł trawy podchodzi
Patrzy na nie surowo
Źdźbły bały się, że dostaną srogo
Lecz one nie były jej celem
Udała się na pole ze zbożem
Tam rozpoczęła swoja żniwa
Jej zaciętość była przenikliwa
Nikt nie mógł stanąć jej na drodze
Deptała każdemu po nodze
Kłosy z jej ostrza padały
Robiła z łatwością
I niesamowitą finezją
Oraz potęgą
Aż trafiła na nietypowy kształt
Wyglądał bardzo nieregularnie
Spoczywał dostojnie
Uciśnięty mocno na ziemi
Kosa ruch wykonała
Ale coś się stało
Jej głownia się połamała
Swoje lewe biodro wyszczerbiła
Stwórca przywrócił jej ostrość
Lecz spadła jej jakość
Gdyż spotkała ją srogość
Bo trafiła kosa na kamień

Puste Uczucie

Dobry wieczór wszystkim! Z tej strony Matinatron, wasz ukochany artysta! Dzisiaj chciałbym podzielić się z wierszem, który powstał w nieprzyjemnych okolicznościach, dla bliskiej mi osoby, która znam już długo. Ten wiersz dedykuję jej. Ale, ale. Wy też możecie przeczytać. Zapraszam do czytania i komentowania!!


Puste Uczucie


Ja cię bardzo kochałam
Silnym uczuciem otaczałam
Ty mnie ochraniałeś
Ciepłem obejmowałeś
Darzyłeś sympatią
Która była wielką magią
Kochałeś mnie
Ale teraz jesteś na dnie
Z wielkiego człowieka, stałeś zerem
Z faceta z jajami, zwykłą ciotą
Którym bliscy pomiatają
Mną za wroga uznają
Krzywdę wyrządzić chcą
Nie zasłoniłeś tarczą
Przegrałeś walkę
Której nawet nie rozpocząłeś
Czułam jak twoje ciepło opuszcza mnie
Słońce chmury zasłaniają
Deszcz pada na mię
Do ziemi lgnę
Moje serce obficie krwawi
Sztylet wbity rani
Umysł zmącony
Łańcuszek stracony
Widzę promyczki
Ale nie muskają duszy mej
Lecz nowej niewiasty twej
Widzę ciemność
Nie kroczę sama
Mam swojego strażnika
Który mi bliski jest
Razem z drugim chronią mnie
Przed złem 
I wiem, że będą ze mną do końca świata
Jestem silna i nieufna
Od teraz egzystencja ma
Będzie pozbawiona chęci dzielenia serca
Niech dusza twa
Uwięziona w skorupie drzewca
Spłonie w piekle na wieki wieków.

wtorek, 2 lutego 2016

Ząb

Wybaczcie, lecz to znowu ja, Matinatron. Wiem do cholery, że jest druga w nocy. Nie musicie mi tego wypominać. Już wyjaśniam. Otóż, napisałem trollpastę, pierwszą w moim życiu. Zapraszam do czytania i oceniania



Ząb



                  Leżałem. Nic innego robić nie mogłem. Ewentualnie mogłem poruszać przednimi kończynami ale nie mogłem się podnosić czy ruszać nogami. Bałem się robić cokolwiek, ponieważ każdy mój ruch może być błędem kosztującym moje życie. W sumie i tak nie mam nic do stracenia. Stali nade mną. Teraz przyjdzie mi zapłacić za moje nieposłuszeństwo.
                  Dwóch ludzi stało nade mną. Wyglądało na to, że o czymś rozmawiają. Nie było to nic ciekawego. Dlatego korzystając z sytuacji rozejrzałem się. Miejscu mojego przesłuchania towarzyszyła... przyjemna całkiem atmosfera. Dobre, nie oczojebne oświetlenie, jakieś tam niewielkie mebelki o regularnych kształtach, jakiś zlewik, biurko z krzesełkiem, itp. Była to tylko zmyłka, dym w oczy. Chcą w ten sposób uśpić moją czujność. Nie zrobiłem tego co chcieli. Muszę teraz ponieść tego konsekwencje.
                  Jeden z tych oprychów stał nade mną. Był ubrany w swój biały fartuch. W jednej dłoni trzymał przezroczystą, szklaną maskę z uchwytami, w drugiej jakiś przyrząd przypominający srebrną, cienką rurkę ze spawanym kubkiem i z lejkiem, a na lejku zamontowany świderek służący do tortury. Owy przedmiot był podłączony do jakieś rurki, która wiodła Bóg wie dokąd. Jego twarz wyrażała obojętność. Był kompletnie zimny wobec mojego nieszczęścia. Lecz taka już ich praca. Spokojnie aczkolwiek bez emocjonalnie kazał mi otworzyć jak najszerzej usta. Wiedziałem, że to mój koniec. Byłem świadomy gdzie chce uderzyć. Na mój ząb, konkretny ząb. Był moim jednym z najpodatniejszych na ból przyczółków. Nie chodzi mi o szkliwo na zewnątrz otaczające mojego trzonowca, tylko chce wiercić się prosto w grzebień i zębinę aż do komory mojego zęba. Urządzenie zostało włączone. Patrzyłem jak nieuchronnie zbliżało się w stronę mojej jamy ustnej. Byłem gotowy. Wiertełko dotknęło "szczytu" mojego siekacza i się zaczęło. Boże, ten ból był nie do opisania. W dodatku czuć było zapach podobny do spalenizny. Błagałem Pana, aby ukrócił me cierpienia, żeby to się już skończyło. Azaliż gdybym nie przetrwał, aby przebaczył moje grzechy zza życia. Właśnie, życie. Całe mignęło mi przed oczami. Nadszedł mój czas. Trzeba było się z tym pogodzić.
                  - I już, ząbek wyleczony. Na przyszłość zacznij częściej myć zęby, to nie będziesz miał dziur, drogi Mateuszu. - Niespodziewanie usłyszałem głos mojej dentystki.
                  No tak. Jak zwykle. Na chwilę zaniedbaj zęby, a już musisz za to płacić. Ech, dobrze, że przynajmniej mam to już za sobą. Do następnej wizyty, oczywiście.

Ballada o Świątecznym Nożyku

*Mówi cicho* Hej wszystkim to ja, Matinatron. Wybaczta, że tak późno ale mam kolejne opowiadanie dla was, moi żądni historii czytelnicy. Dedykuję to pewnej użytkowniczce, która już to widziała, ale cśś. Zapraszam do komentowania i oceniania oraz czytania. Życzę wszystkim dobrej nocy. ^_^




Ballada o Świątecznym Nożyku



                  W karczmie pod smoczym łbem, przebywał pewien bard, którego ubiór był dosyć nietypowy. Stanowił mieszankę typowego średniowiecznego ubioru z zachodu, ale sprawiał wrażenie zespawanej z różnymi łatami i ozdobami pochodzącymi z odległych krain. I ten nietuzinkowy ubiór podkreślał jego charakter, charakter mistrza Mateusza.Był osobnikiem o dosyć specyficznym poczuciu humoru, nieprzeciętnym intelektem, mistrz ciętej riposty i uzdolniony bard. Siedzi na drewnianym stołku sądząc piwo korzennego, będące jego ulubionym napojem alkoholowym. Postawił kufel na drewnianym stoliku. Rozejrzał się z błogim uśmiechem, jakby myślał nad czymś, wokół siebie.Blisko niego, na drewnianych ławeczkach, siedzieli mocno zbliżeni do niego jego wierni słuchacze. Ludzie, krasnoludy, roboty, elfy i wiele innych ras patrzyły różnym poziomem percepcji oraz z zainteresowaniem po zakończeniu jego opowieści. Sam bard łapał z satysfakcją kolejny łyk zimnego, gorzkiego, ale dobrze uzupełniającego płyny i przynoszącego ulgę gardłu, piwa. Pijąc moczy białą masą zwaną pianą zarośnięta gładko brodą.
                  Ktoś postanowił przerwać ciszę zadając z dozą ciekawości pytanie:
                  - Czy opowiesz nam o Świątecznym Nożyku? - Pytanie padło od dziewczyny mają gdzieś 1,69 cm wysokości. Miała długie, krwiście szkarłatne, rozpuszczone i świetnie zadbane, lśniące połyskiem włosy, równie soczyście szkarłatne oczy z kocimi źrenicami, twarz z rysami sugerujące daleko wschodnie korzenie, zaokrąglony nos, okrągłe uszy i intensywnie ciemnoczerwone usta, wewnątrz których były ostre jak brzytwa szpikulce, które zakrywała czerwona, nieprzezroczysta chusta sięgająca do jej piersi. Na głowie nosiła długi do łydek czerwony welon. Resztę jej ciała niezwiązana z głową, od podstawy szyi do stóp pokrywało intensywnie czerwone kimono z długimi rękawami sięgające do podłogi, a pod nim jego cieńsza wersja z krótkim rękawem. Jej strój miał różne wzory i ozdoby od tych typu bombki, jakieś japońskie wzory po bardziej niepokojące jak czaszki, głowy nabite na pale, itp.Goście w głębi ducha bali jej się, ale w obecności Mateusza wiedzieli, że nic im nie zrobi.Bo byli rodzeństwem. Był dla niej bardzo ważny, tak samo jak ona dla niego. Niebieski kolor krótkich włosów barda oraz jego oczy idealnie kontrastowały z jej kolorem gałek ocznych i fryzury. Nazywała się Joanna, ale wszyscy wołają na nią "Taiga Nocna", ponieważ kochała noc, i zza jej rządów była aktywna, a zza dnia spała.
                  Artysta drapiąc się po brodzie rzekł:
                  - O mojej ukochanej? - Spytał z niemałym uśmiechem. - Oczywiście, że tak, kochana siostrzyczko! - Wszyscy patrzyli na niego jak na szaleńca nie wiedząc o co chodzi. Zanim ktokolwiek wpadł na pomysł zadania pytania bardowi, ten wszystkim odpowiedział.
                  - Spokojnie moi wierni słuchacze.Akurat się przygotowałem i napisałem balladę dedykowaną specjalnie dla niej. - Wyjął swoją lutnię, spojrzał jeszcze raz na dekoracje świąteczne, malunki świąteczne i na wielką choinkę w centrum karczmy, potem na wszystkich siedzących, wpatrujących się na niego z komicznym wytrzeszczem, oprócz Taigi. Po-plumkał kilka razy po strunach, aby sprawdzić czy działają, dostroił instrument po czym zaczął mówić grając na lutni. Przed tym wszyscy zamówili u barmana piwo korzenne, przygotowując się do jego ballady.
                  - Wysłuchajcie mnie jeszcze raz drodzy wędrowcy, włóczędzy i pijacy. Bowiem dzisiaj opowieść ma koncentruje się na damie mego serca, Aoi wspaniałej, którą znacie jako Świąteczny Nożyk. Mieszka w odległej krainie, zwanej Polską w Olsztynie. Swój pseudonim zawdzięcza swojej drugiej, psychopatycznej osobowości, która budzi się w święta zaczynając swoje krwawe żniwa. Dlaczego wtedy? Są różne wersje. Inni mówią, że została skrzywdzona w czasie świąt, inni, że po prostu była chora psychicznie, ale ja trzymam się tego, że należy do osób wielbiących złego brata bliźniaka Św. Mikołaja, Czarnego Zygmunta, który oferuje w prezencie przyjemności, niedostępne dla przeciętnych ludzi w zamian za to mają karać niegrzeczne dzieci i dorosłych, którzy przez cały rok byli źli. Kim była sama Aoi? Inteligentną, piękną, niemal jak Afrodyta, roztropną dziewczyną, której podbiłem serce, z wzajemnością rzecz jasna. Jako Świąteczny Nożyk była równie cudowna, a nawet i wspanialsza. Ten uśmiech, niepohamowana żądza ofiar, dopełnia splendoru jej wyjątkowości. Oprócz zabijania na różne, wyrafinowane sposoby, spędza czas w swoim ciepłym, przytulnym domu, wykonanym z ludzkich kości wzmacnianym żelbetonem zbudowanym gdzieś w lodowej krainie. Wnętrze domu również jest wykonanie z kości, ale nie tylko z ludzi, ale też ze zwierząt. Kościane kubki, talerze, itd. Oprócz tego miała też normalne dekoracje świąteczne, nie licząc wiszących, spreparowanych głów, które też ozdabiały samą choinkę, umazaną we krwi. Zamiast czubka, miała palik z wbitą głową jakiegoś czternastolatka. Ale to nie znaczy, że nie Świąteczny Nożyk miała ludzkich cech. Miała. Chociażby siedzenia przy kominku na ulubionym fotel pokrytym ludzką skórą i picia kawy topiąca jej wampirze kły i ogrzewająca jej smukłe ciało. Miała długie i jasne bardziej niż u blondynki włosy, bordowe oczy z źrenicami smoka, ale bardziej cieńsze i węższe.Miała na sobie zakrwawione kimono wersji świątecznej i czarne glany. Jej arsenał zbrodni był różnorodny i naprawdę interesujący. Katany, piły, noże i ich hybrydy lub nawet bronie jej autorstwa. Kiedy wybijała północ w wigilię, kończyła swój wypoczynek i delektowanie się kawą, zakładając maskę złego Św.Mikołaja, biorąc adekwatny arsenał a następnie wyruszać na polowanie. Zapytacie co się działo kiedy nasza główna bohaterka dorwie takiego delikwenta? - Zaczyna śpiewać.
                  - Od tyłu zachodzi, bez ostrzeżenia grozi
Porywa ją do w swoje progi, przygotowuje ofierze los srogi
Najpierw wyrywanie paznokci, potem rozrywanie łokci
Obcinanie ręki, Nożyk cieszy się z ofiary męki
Szkielet gra na fortepianie jej ulubiony utwór
Który charakteryzuje ją jako potwór
Kończyła swe żniwa w sylwestra
Z akcentem ekstra
Urządzając rzeź o jakiej świat ludzi jeszcze nigdy nie usłyszał
W pokoju tanecznym, nie zbytecznym
Ustawiał ofiary w krąg, od 6 do 90 lat
Rozpoczynając z taniec z bardzo ostrymi nożami
Tnąc ofiary na kawałki,
Flaki, krew, obcięte kończyny to żadna dla niej nowość
Lecz wspaniała radość
Okrutna niczym smok,
Wciągała ludzi w mrok
By potem zamknąć ich powieki
W brutalny sposób na wieki.
                  Literę "i" zaakcentował tajemniczo mrocznie i zaraz ją śpiewał jakąś minutę.
                  Kiedy skończył grać, napił się piwa, słysząc tabuny oklasków i pochwał. Wtedy poczuł czyiś dotyk na swoim karku. Był powierzchownie zimny, ale za to delikatny i rozgrzewający serce. Uśmiechnął się szeroko, spoglądając na jej seledynowe paznokcie. Wiedział, że to była ona. Wszyscy ją widzieli, nie licząc świątecznej sukienki z golfem, rajstop i futra jakie nosiła, wszystko inne się zgadzało, w tym glany. Poprosiła go ciepło, aby razem z nią wyszedł. Wszyscy poza Taigą, nie wiedzieli co się dzieje. Poszła za nimi, stanęła przed drzwiami i z dumą patrzyła jak się namiętnie całują na tle pełni Księżyca.


                                                                    Koniec
~Informacja od Taigi~
Zajęłam się korektą opowiadania. Te dzieło należy do jednego z moich ulubionych autorstwa mego braciszka Matinatrona. Także mam nadzieję, że się podobało!

Wiadomość dla świata

Dobry wieczór wszystkim, z tej strony Matinatron! Tym razem postanowiłem spróbować sił i napisać creepypastę. Dedykuję ją wszystkim, którzy ucierpieli przez ludzką niegodziwość. Zapraszam do komentowania i oceniana!


Wiadomość dla świata



           Witaj świece. Nie znacie mnie, ale ja znam was. Zagrajmy w grę.
           Wasza historia pamięta jeszcze czasy epoki kamienia łupanego, kiedy wy jako prymitywni i dzicy ludzie dopiero się uczyliście poznawać świat, dopiero zaczynaliście żyć. Najpierw jako Australopitki, homo habilis, homo erectus, homo neandertalis aż w końcu homo sapiens, który żyje do teraz, czasów teraźniejszych. I od tego momentu rozpoczęliście swoją ekspansję na cały świat, najpierw Europa i Azja, później cały świat. Z koczowniczego trybu przeszliście na osiadły. Budowaliście drogi, domy i studnie. Uprawialiście role i hodowaliście zwierzęta zamiast na nie polować. Rozwijacie się również pod względem nauki i technologii, co w teorii miało sprowadzić do dobrobytu, ucywilizowania i ułatwienia życia oraz poszerzenia waszej wiedzy na tyle mocno, abyście mogli być równi samemu Bogu. Niestety, to nie do końca prawda.
           Wraz z fascynacją światem, przyszła żądza. Żądza dominacji, żądza władzy i chciwość, a co za tym idzie - wojna. Wojna od zarania dziejów kroczy za wami patrząc zza waszych ramion do czego się dopuszczacie. A dopuszczacie się do masowych morderstw, szabrownictwa, zniszczeń połaci terenów i całych miast, a także rozwijacie rzemiosło wojenne aby siać jeszcze większą pożogę. Ginęły tysiące, a nawet miliony ludzi. Kończyliście jedną wojnę a zaczynaliście drugą, gorszą od poprzedniej, niezależna od czasu trwania.Wasza chęć dalszej ekspansji i dominacji popchała was do agresji na inne ziemie, inne państwa czy nawet kontynenty przez to albo przestawały istnieć, stając się strefami okupacyjno-zaborczymi, albo koloniami. I w obu przypadkach nie dbaliście o tutejszych mieszkańców. Robicie z nich niewolników, traktujecie gorzej jak zwierzęta, głodzicie, mordujecie, okaleczacie, biczujecie i pozwalacie na śmierć głodową lub z wycieńczenia oraz wyzyskujecie podbite kraje tak długo, aż nic z nich nie zostaje. Dla was nie liczą się nawet kobiety i dzieci. Tylko pieniądz i sława. Dla niej zrobicie wszystko, posuniecie się do radykalnych kroków i najgorszych czynów jakie może zrobić człowiek, silniejszy słabszemu - jeśli się nie podporządkuje, a jeśli to zrobi, to i tak nie uniknie straszliwego losu.
           Uważacie się za lepszych od zwierząt, bo macie rozum. Skoro macie ten rozum, to dlaczego z niego nie korzystacie? W czym niby różnicie się od zwierząt? Tak samo jak one walczycie o dominację, o żywność, o ziemię i surowce oraz zniewolenia lub pozbycia się słabszych. Myślicie, a mimo to kierujecie się instynktem niczym zwierzęta. Mam wam przypomnieć krwawe stłumienie powstania Spartakusa? Czy mam wam przypomnieć oślepienie 3000 Bułgarów? Mam wam przypomnieć co się działo w czasie kolonizacji Ameryki Południowej, jak wysyłając odzież chorych pacjentów ze szpitali, przyczynialiście się do epidemii niszczące całe wioski? Mam wam przypomnieć o rewolucjach, w tym mających miejsce w Rosji? Mam wam przypomnieć o stworzonych przez was obozach koncentracyjnych? Mam wam przypomnieć o nienawiści na tle religijnym, rasowym i etnicznym? Mam przypomnieć o przesiedleniach ludności? Czy mam przypomnieć co robiliście podczas rzezi wołyńskiej, gdzie mordowaliście w okrutny sposób niemowlęta, kobiety, mężczyzn, starców a nawet płody? Mam przypomnieć o waszych eksperymentach na ludziach? I przede wszystkim, czy mam przypomnieć wam jak staracie się to wszystko ukrywać przed oczami i uszami innych? Podobno istnieje wolność słowa, równouprawnienie, czyżbyście już zapomnieli? Zresztą to dla was nie znaczenia, bo patrzycie tylko na siebie i swoje pieniądze. Tworzycie różne światowe organizacje niosące pomoc potrzebującym, a w rzeczywistości zostawiacie ich na pastwę losu, chociażby Somalię pogrążoną w wojnie, czy inne konflikty i choroby oraz głód jakie toczą cała Afrykę, pozwalając jej mieszkańcom umierać jedno po drugim. Nie obchodzi was niczyi los, dodatkowo szkodzicie również światu na własną korzyść. Wasza głupota nie zna granic.
           I nigdy jej nie pozna. Przeszliście samych siebie, nigdy jeszcze nie spotkałem tak głupich i bezmyślnych stworzeń jak wy, ludzie. Wasza obojętność i krótkowzroczność pewnego dnia przyniesie na was wszystkich zgubę, jedno po drugim, po kolei i w swoim czasie. Patologie rodzinne, alkoholizm, nałóg, narkotyki i wojny oraz handel nimi, dopalacze, absurdy drogowe, biurokracja, nielegalne działalności, czarny rynek, handel dziećmi, handel ludzkimi organami, morderstwa, kradzieże, porwania, włamania, kłamstwa oszustwa, zamachy, afery, kłótnie, nieudolność władz, bezsilność, nieczułość, sadyzm, cynizm, ślepa miłość, ból, agonia, cierpienie, chciwość, zazdrość, zawiść, okrucieństwo, bestialstwo i ogólnie całe wasze Zło jest pułapką, w którą wpadliście od momentu skuszenia przez Szatana, Adama i Ewy oraz wygnaniu ich z raju. Więc nie muszę dla was przygotowywać pułapki, bo sami w nią potulnie weszliście, z własnej głupoty, z własnego wyboru i z pełnią świadomości na własną odpowiedzialność. Możecie jednak tego uniknąć, daję wam ostatnią szansę abyście naprawili zło jakie wyrządziliście. Dlaczego macie to dalej robić? Jakie macie z tego korzyści nie licząc materialnych? Nie czujecie w środku pustki, którą trzeba wypełnić i czyni was takimi zimnymi? Nie uważacie, że każdy wasz grzech nie ma żadnego celu, prowadzi donikąd przyczyniając się do niedoli?
           Przemyślcie to bardzo dokładnie, nie zdradzę terminu waszego ostatecznego sądu, ponieważ nadejdzie już niebawem. Nie radzę wam uciekać. Ucieczka nie uwolni was od tego problemu, a znacznie go pogłębi. Dotyczy was wszystkich i jeśli w porę się nie opamiętacie, spotka was coś strasznego. Nie uda wam się tego uniknąć. Jeśli próbując zinterpretować me słowa myślicie, że najgorsze za wami, to się grubo mylicie. Najgorsze dopiero nadejdzie. Wybór należy do was, ludzie.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Wendeta

Dzień dobry, cześć i czołem, flaki z pomidorem! Tu ponownie ja, Matinatron. Ponownie chcę wam pokazać kolejne moje dziecko, tym razem znowu wiersz o tytule "Wendeta". Wiem, że może to być niepotrzebne ale tak dmuchając na zimno, NIE PROPAGUJĘ KOMUNIZMU I NIE USPRAWIEDLIWIAM TU NIKOGO!! Poza tym, można tu znaleźć różne punkty odniesienia do naszych czasów plus moja wizja. Ale czego? Zostawiam to wam :-) Zapraszam do komentowania i czytania!!


                                                       
Byli naszymi towarzyszami broni
Z którymi skrzyżowały się nasze drogi
Walczyli razem z nami
Przeciwko naszemu wrogowi
Teraz oni są naszymi przeciwnikami
Przyjaciel przeciwko przyjacielowi
Brutalnie nas zaatakowali
Obrzydliwie znieważali
Rodziny nam bestialsko mordowali
Katowali okrutnie mężczyzn i dzieci, kobiety gwałcili
Całe miasta, wsie i domy palili
Bawili się nami jak lalkami
Chcieli wykorzenić jak chwasty
Upodlali nas na każdym kroku
Mieczem sprowadzali do mroku
Złamali nasze morale, zaprosili do naszych serc strach
ale to nic, nie naszego ducha zahartowanego w walkach
Zaprawdę rozwścieczyli nas
Zapłacą za wszystkie krzywdy jakie nam wyrządzili. Za wszystkie!
Bowiem wendety przychodzi czas
Porzućcie nasi kaci nadzieje wszelkie
Wybija naszej zemsty godzina
I pora naszego zjednoczenia
Zmiażdżymy każdego kto przyczynił się do naszych udręk
Poczują na własnej skórze zbiór naszych męk
Nikt nas nie powstrzyma 
Jesteśmy jak niszczycielska siła
Nic nas nie zatrzyma
Usłyszcie nas wszyscy
W jedności zwiemy się niepokonana
Budząca lęk u naszych ciemiężycieli, Armia Czerwona!

Zapomniana Wieża

Witajcie ponownie! To znowu ja - Matinatron! Tym razem przychodzę do was nie z wierszem, a opowiadaniem! Potraktujcie to jako taki rozbudowany zwiastun czegoś większego! Zapraszam do komentowania i czytania!


Zapomniana Wieża


        Drodzy podróżnicy, włóczędzy, kupcy, i wszyscy tutaj zgromadzeni bowiem mam do opowiedzenia pewną historię. Historię o Zapomnianej Wieży wewnątrz której zamknięto kobietę, kobietę okrytą złą sławą, ale zarazem skrzywdzoną przez jej najbliższych pochodzących z jej rodzinnego rodu oraz przyjaciół z innych.
        Kim ona zatem była, zapytacie? Zwała się Alice. Była córką głów rodu Baldath, bardzo bogatych hrabiów mających we w swoim władaniu wiele prowincji między innymi - Agdu, Elderę czy Qizya. To imię w jej świecie było mocno niecodziennym imieniem. Nieznane było jego pochodzenie, przez co powstawały różne teorie i plotki na jej temat czy odwołania do różnych, okolicznych przepowiedni, którą sobie prości ludzie przekazywali ustnie z pokolenia na pokolenie o anielicy, która ma zstąpić na ziemię i pomóc wszystkim ludziom żyjący w nędzy, rozpaczy oraz ochraniać przed demonami. Inna jeszcze mówiła, że to sukkub, demonica posiadająca umiejętności uwodzenia mężczyzn i całkowite podporządkowanie ich wedle swej woli podtrzymując w świadomości złudnego szczęścia, z którego za późno się wybudzają, gdyż kiedy przestaną być im potrzebni zabijają ich rozpruwając im brzuchy i ćwiartując między innymi. Owa sukkubica była jedną z wielu córek królowej demonów Andariel, jednej z Siedmiu Złych: Andariel - pani cierpienia, Duriel - pan bólu, Belial - pan kłamstwa, Azmodan - pan grzechu oraz najpotężniejsi z nich czyli Mroczna Trójca:Mefisto - pan nienawiści, Baal - pan zniszczenia i Diablo - pan grozy , którzy powstali z siedmiogłowego smoka, Thatameta, który był Najwyższym złem, skupiał w sobie wszelkie zło. Celem sukkuba według proroctwa, miało być całkowite pustoszenie ziem zamieszkiwanych przez ludzi i służenie w imię zła.
        Przeważała jednak ta pierwsza plotka z jednego powodu, imię Alice budziło bardziej pozytywne skojarzenie niż negatywne. Wierzono, że jej imię oznacza niewiastę o szlachetnym obliczu. Druga teoria była rozpowszechniana przez jej przeciwników w formie propagandy, którzy chcieli użyć tego jako pretekst do przejęcia ich prowincji oraz ich rodowego zamku pełnego różnych kosztowności. Do wrogów rodu Baldath należały inne rody, różni rabusie i bandyci a jak później się okaże, również członkowie tej rodziny.
        Alice była dziewczyną o nieprzeciętnej urodzie z długimi, rudymi, do miednicy, włosami. Jej oczy były koloru zielonego. Wysokość jej ciała to 1,71 cm. Miała natomiast skórę śnieżnobiałą, bladą jak ściana. Dlatego, że była wampirem ale nie zwykłym. Ten rodzaj wampira władał dwoma rodzajami magii. Magią ognia i magią krwi. Zresztą cały ród Baldath był wampirzy. Baldath jest z języka wampirów i pochodzi od jej założyciela, Baldatha. Uwielbiała ubierać się w ubrania o kolorze krwistej czerwieni. Była miła, sympatyczna, inteligentna, miała umiejętność posługiwania się wieloma językami. Bardzo też uwielbiała walkę wręcz, szczególnie bronią biała, mieczem. W dodatku znaczenie jej imienia nie okazało się puste. Chętnie pomagała biednym i potrzebującym. Stawała w ich obronie nawet przed królem Leorykiem, kiedy zachodziła taka konieczność przez co jeszcze bardziej się naraziła. Nie była jednak idealna. Dawała się łatwo poddawać emocjom, nie myślała zawsze racjonalnie oraz czasami miewała dziwną manię prześladowczą, jakby ktoś czyhał na jej życie. I to nie było dalekie od prawdy
        Na kilka przed jej dwudziestymi piątymi urodzinami na jaw wyszła jej tajemnica. Z racji bycia wampirem musiała pić ludzką krew. Alice najbardziej gustowała w krwi młodych dziewic. Pomimo, że wampirzy ród próbował ograniczyć swój apetyt na krew do minimum, aby nie stracić zaufania do ludzi i pozostawić niesławną przeszłość za sobą, to Alice robiła to ciągle. Za plecami bliskich napadała na inne hrabstwa i porywała młode dziewczyny stamtąd. Wtedy nikt nie wiedział o naturze Alice oraz co robiła z młodymi dziewicami. Otóż mordowała je na wszelakie na wymyślne sposoby. Od wykręcania ich ciał, odcinanie kończyn, aż po robienie ran i picia z nich krwi. Nawet zażywała kąpieli w swojej wannie z krwi młodych dziewcząt. Nikt nie wiedział o jej mrocznym sekrecie. Do czasu. Nie wiedziała, że w jej rodzinie działała siatka szpiegowska uważnie śledząca ród Baldath od dłuższego czasu na zlecenie arcybiskupa Lazarusa, ponieważ wampiry niegdyś służyły władcom piekieł, ale w wyniku walki o władzę w świecie demonów, wampirzy przywódcy wykorzystali zamęt wśród piekielnych istot i wywołały powstanie, które zakończyło się ich porażką oraz wygnaniem ich razem z Mroczną Trójcą. W przeciwieństwa do nich, wampirom udało się uciec przed Horadrimami i Aniołami. Nie wszystkie wampiry wyrzekły się posłuszeństwa piekielnym lordom. Ci, którzy zostali, służą dla Diablo jako szpiedzy, zwiadowcy czy cisi zabójcy.
        Agenci Lazarusa wiedzieli praktycznie wszystko o ich pałacu, znali ich sekrety i każdy jego zakątek, w tym o pewnej pracowni Alice i komnaty z legendarnym kufrem, zawierającym wszystkie bogactwa i kosztowności rodu Baldath znanym jako złoto Baldath. Był to tak wielki skarb, że można było z niego stworzyć silną, prywatną armię. Na wampirzą rodzinę zatrąbiła sroga trąba końca. Kiedy szpiedzy poinformowali swojego przełożonego o szczegółowo na temat zamku rodziny szlacheckiej, kazał wysłać tam magów i rycerzy którzy mieli okraść siedzibę rodu, nie zostawiając suchej nitki a jej domowników, wymordować. Jednak zwiad wysłany przez Alice zdążył ostrzec szlachciców. Niestety ich armia składająca się z pospolitego ruszenia i garstki wampirów nie zdołały zatrzymać brutalnego ataku najeźdźcy. Przeżyła tylko Alice, która była świadkiem masakry jej bliskich. Wtedy, zamknęła się w sobie i straciła wszystkie swoje pozytywne cechy. Jej dom zburzono i podpalono a złoto Baldath zostało podzielone pomiędzy duchowieństwo królestwa Khanduras. Ją samą osadzono w dawno opuszczonej wieży znajdującej się na Czarnych Moczarach, terenach bardzo nieprzyjaznych dla człowieka. Pełna bagien, dzikiej przyrody i innymi groźnymi czynnikami. Sama wieża została zbudowana przez czarnego maga aby odizolować się od innych ludzi i poddać się praktykowaniu magii demonów. Podczas eksperymentu przywołania, przyzwał potężnego demona którego chciał okiełznać .Jednak przeliczył się. Bestia okazała się zbyt silna dla czarownika. Kiedy był o krok od śmierci użył swojego najpotężniejszego. To czego nie udało się nawet największemu rywalowi rodu Baldath, ekspansywnego i potężnego rodu Melethit, zrobił to oszalały biskup.
        Ród Melethit po tym jak dowiedział się o upadku rodu Baldath, który był w kością w gardle, podbił wszystkie ziemie hrabstwa, które podporządkowała sobie rodzina. Sama głowa rodu, Hrabia Dethoc von Kurtelkein wysłał pod eskortą grupy archeologiczne i zdobywcze w celu dokładnego przeszukania zgliszczy. Jeden z żołnierzy odnalazł jaką 14-nasto letnią na oko dziewczynkę o krótki, czarnych włosach. Była brudna i posiniaczona. Siedziała pod jakimś niewielkim drzewkiem. Spytał ją co się stało. Akurat w tym czasie ludzie dokonali wstrząsającego odkrycia. Porozkręcane, rozprute, okaleczone i zmasakrowane ciała młodych dziewcząt wywołały odruchy wymiotne nawet u najtwardszych uczestników. Dowódca tej ekspedycji rzekł tylko jedno zdanie: "Obyś zdechła w tej wieży w męczarniach, Hrabino". Kilka dni później całe Khanduras dowiedziało się o zbrodni Alice, która przeszła do historii jako krwawa Hrabina.
        Lata mijały, a Hrabina uwięziona wewnątrz wieży planowała zemstę na tych którzy ją skrzywdzili. Stała się okrutna, bezwzględna i zaślepiona nienawiścią do ludzi. Jedynie uspokajało ją skosztowanie świeżej krwi jakiejś kobiety w młodym wieku. Nawet w swoim więzieniu nie mogła zaznać spokoju. Dlaczego, zapytacie? Bo tam znajdował się ukryty skarb a przynajmniej część nie rozdzielona między kler. W jej komnacie, pełnej krwi i gnijących szkieletów będące od dawna mieszkaniem dla wielu małych żyjątek, w tym bakterii i pasożytów. A sama Alice przez te lata, odkryła w sobie moce jej rasy i wykorzystała do wskrzeszenia nieumarłych oraz wezwania istot piekielnych dzięki mistrzowskiemu opanowaniu magii. W ten sposób utrzymała swój skarb i schronienie, które wcześniej było jej więzieniem. Nie ograniczała się tylko do zemsty. W tym czasie porywała młode dziewice, dekapitowała ciekawskich poszukiwaczy skarbów. Jej nieludzki terror zakończył się wraz ze zniszczeniem miejsca spoczynku Alice przez tajemniczego maga, który później spisał księgę pozostawioną gdzieś na Kamiennych Polach. Jej nowy dom legł w gruzach. Jedynie pozostała dolna część wieży prowadząca do piwnic gdzie przebywała wewnątrz, wraz ze swoim drogocennym złotem i całą hordą nieumarłych oraz demonów strzegących do niej drogi, ze stosem trupów i kości otaczające jej komnatę a także murszejących czaszek, ozdabiające kufer ze złotem rodu Baldath.

Czas Świąt

Siemano, tu znowu ja - czyli Matinatron! Kolejny wiersz został napisany z okazji Świąt Bożego Narodzenia. I nie ma to jak wstawiać po świętach, tekst o świętach! 
Anyway, zapraszam do czytania i komentowania!


Czas Świąt


Święta, idą święta
Cieszy się morda piękna
Idzie czas wolny
Ktoś znów pewnie jest chory
Ale to nie ważne
bo święta tuż tuż
czas adwentu kończy się już
wolne od szkoły
dzieci zakładają na choinkę ozdoby
najpierw bombki duże i małe
potem oplatać łańcuchami
następnie lampkami
a na zwieńczenie tego dzieła
włożyć czubek na górze
niestety zimy za oknem nie było, tak nie ma
dzieci patrzą z samego rana
i pytają "kiedy zima nadejdzie"
nie obawiajcie się dziateczki drogie
pani zima przybędzie niebawem
utknęła w korku na polskich drogach
każdego kierowcy zmorach
dziurawe niczym szwajcarski ser
przez śliskie drogi auto wydaje piskliwy szmer
na zakupy najwyższa pora
mikołaje prezenty wkładają do wora 
kupujący polują na prezenty
dla swoich młodych
żeby grzeczne zadowolić
a niegrzeczne zgnoić 
podano już do stołu
świeczki się paliły
ognie się w nich tliły
rodzina się modli do Pana
dzieci o prezenty z rana
rodzice o szczęście i radość
aby życie nie dawało w kość
potem dzielenie się szczęściem i zdrowiem
z każdym życzeniem
potem usiąść przy stole
stały na nim różne dania
ryby, łososie i pierogi
ich zapach przyjemny wita gości w skromne progi
pogodna atmosfera objęła nich
duch świąt zjednoczył ich
bo nadchodzi już dzień
czas czuwania i oczekiwania.
dzień narodzin Jezusa Zbawiciela

Bajka o Slenderze i jego Protoxach

Witam ponownie ja, Matinatron. Kolejny wiersz z mojego archiwum poświęcony tytułowym bohaterom. Bez żadnych ceregieli, zapraszam serdecznie!


Bajka o Slenderze i jego Protoxach


Za górami,za lasami
Żył sobie potwór z mackami
Miał przy sobie protoxów
Dokładniej było ich dwóch
Byli to Masky i Hoody
Oboje zabijali debili
Jeden dzierżył nóż
co się w kieszeni otwiera rusz
Drugi trzymał maczetę
którą ścinał każdą głowę.
Towarzyszyli swemu panu
dopóki nie pośle ich do piachu
Terroryzowali ludzi
Żaden z nich się nie nudzi
W lesie czekali
Miejsce dobre dla drwali
No i pora powiedzieć o ich liderze
O dosyć długiej mierze
Nie ma twarzy 
Nie wiadomo o czym marzy
Długie ręce,długie nogi
Były to jego niedoli
Krawat czerwony miał
Cały czas stał
Miał na plecach ukryte macki
Służyły mu do łapanki
Imię jego to Slenderman 
Ludzie wpadali niego w ten
Jeśli ty na niego się natkniesz
Uciekaj,dopóki się nie potkniesz
Strzeżcie się ludzie
Nie dajcie się ułudzie 
Szczupły pan to nie bajka
Spokojnie,nie przyjdzie z ranka
Bo on nocą grasuje
Już swe trupio-blade ręce masuje
Mówi ten do siebie
Co śmierć niesie "Już żniwa czas zbierać moi Protoxi"

Bajka o Faszyźmie

Witam was po długiej nieobecności ja, Matinatron. Wybaczcie za długą przerwę, ale były pewne do ogarnięcia i stąd ta cisza. Dlatego chcę to wynagrodzić wam to. Z racji tego, że mam trochę nieopublikowanych tekstów, to dzisiaj postaram się je umieścić na blogu.
Na pierwszy ogień leci wiersz pt: "Bajka o Faszyźmie". Powstał on na potrzebę pewnego RP (Role Play), jednak wyodrębniłem go i że tak powiem, żyje oddzielnie.
Bez zbędnego gadania zapraszam do czytania!



Bajka o Faszyźmie


Za siedmioma górami, za siedmioma państwami.
Żył sobie Włoch niezbyt poczciwy
Wałczył zaciekle dla każdego rodaka
Wycinał w pień każdego wroga.
Cel oczywisty jest dla faszystów.
Dorwać i wykastrować komunistów.
Benito miał interesy z sojusznikiem
Przyjaciel był fanatycznym wojownikiem
Bo zwał się Adolf Hitler.
Nie był to Leszek Miller.
Nazista to był.
Faszysty przyjaciel.
Hitler Niemcami rządził surowo
Skurwiel to był jakich mało.
Mussolini broił
Hitler psocił.
Jeden Etiopię skrzywdził
Potem Hitler ze Stalinem Polskę zgwałcił
II wojna światowa się rozpoczęła
Świat ona pochłonęła
Germanie żniwa zbierali
Rzymianie w nim zbytnio nie angażowali.
A alianci srali w gacie
Anglię Niemcy zaatakowali w locie
Europa jak dziwka 
Dała się wyruchać za dila.
Sowiet na wschód kroczył
Zostawiając pożogę za sobą.
Nadszedł czterdziesty trzeci rok
Koniec faszyzmu stawiał potężny krok.
Mussolini został zdetronizowany 
Prusacy przyjęli go w swoje progi
Ale nieprzyjaciel zbliżał się drogi.
W końcu Włosi go dopadli i zabili
Do góry nogami powiesili.
I taki koniec był faszyzmu we Włoszech
Jak później Nazizmu w Niemczech
A wojna później końca dobiegła.